Spotkałem się ostatnio z opinią, że napisanie książki jest łatwe. W końcu siedzisz tylko na dupie w ciepełku i stukasz w klawisze (ewentualnie marnujesz tusz w długopisie). Na tle ostatnich wypowiedzi sławnych i tych mniej sławnych pisarzy o tym, ile to się na tym nie zarabia, takie siedzenie wydaje się hobby nieinwazyjnym. Raczej trudno złamać sobie kość udową, nawet wtedy, gdy zaśnie się nad biurkiem.
Co innego z duchem, który łamie się nieustannie i z każdym kolejnym kryzysem, coraz trudniej mu się poskładać. Mimo tego, warto. Bo gdy kończysz jakiś fragment, którego nikt inny nawet nie zauważy przy czytaniu całości, na krótką chwilę wszystko inne przestaje się liczyć.
To co znajduje się poniżej, to fragment powieści. Wycinek z czegoś, co zabierze mi w najbliższej przyszłości długie godziny.
Obym tylko po skończeniu dał się poskładać.
"Gdyby
ustępował głupszym, przez całe życie chodziłby zgięty w pół kłaniając się ich
niskiemu IQ. Świat wypełniony był idiotami przekonanymi o swojej wyższości, a
ustępowanie każdemu z nich nie miało sensu. Ojciec nauczył go jak radzić sobie
z tego typu ludźmi. Na sąsiada z mieszkania piętro niżej również znalazł
sposób. Mniej inwazyjny niż na Jacka, tłuściocha który dokuczał mu w
podstawówce. Wtedy odpowiednia dawka sorbitolu skutecznie unieruchomiła dupka
na sedesie. To niesamowite co można zrobić z jabłek."
poniedziałek, 17 marca 2014
piątek, 10 stycznia 2014
Motywacja to kawał ....
"Writing a book is like telling a joke and having to wait 2 years to know whether or not it was funny." Alain de Botton
Czyli, pisanie powieści, to jak opowiedzenie dowcipu i czekanie przez dwa lata na informację, czy okazał się on śmieszny. To oczywiście "wolne" tłumaczenie powyższego cytatu, jednak oddaje ono w pełni to, co obecnie czuję. Tak, zacząłem pisać powieść. Co udało mi się zrobić do tej pory?
- ponumerowałem strony
- mam dużo pomysłów, jedne spisane w notatniku, inne w odpowiednim pliku tekstowym, a jeszcze inne kołaczą mi się po głowie i łączą się w pary z innymi, powoli tworząc sensowną całość
- napisałem wstęp, trzy strony, które sprawiły, że widzę sens w dokończeniu całości (to cholernie dobre trzy strony)
I tyle.
Teraz przede mną ogrom pracy, zbieranie materiałów, jeżdżenie po różnych miejscach i rozmowy z ludźmi, którzy nie będą chcieli powiedzieć mi wszystkiego co wiedzą. Czyli żmudna praca, która nie wiadomo czy zostanie kiedykolwiek nagrodzona.
Warto więc tracić czas?
Jeżeli choć trochę czujecie w sobie "wewnętrznego pisarza", znacie już odpowiedź.
P.S. Uaktualniłem zakładkę "Artykuły", miłego czytania.
piątek, 22 listopada 2013
Bukowski miał racje
Napiszę dziś trzy strony tekstu.
Pięć tysięcy czterysta znaków.
Trzy strony, które popchną moją powieść do przodu.
Ożywią, rozbudują i wyniosą na wyżyny literatury zapewniając mi tym samym wieczną sławę i bogactwo.
Każdy ma jakieś plany związane z wolnym dniem. Nie trzeba wcześnie wstawać, można wypić kawę w szlafroku i zapalić papierosa we własnej kuchni. Potem zasiąść przed komputerem, otworzyć dawno nie ruszany plik i rozpocząć prace. Nic nie będzie nas rozpraszało, nic nie będzie nas denerwowało, a każde kolejne słowo będzie TYM słowem w TYM miejscu.
No cóż, plany są po to by je zmieniać lub by coś zmieniało je za nas. Przyłapałem się dziś na tym, że stojąc przy rozbitym samochodzie, gdzie deszcz filmowo leciał mi na głowę (serio, brakowało tylko zatroskanych wokół przechodniów, którzy owszem spoglądali na wszystko z zaciekawieniem, ale do zatroskanych było im daleko) zastanawiałem się nad kilkoma rzeczami. Po za tymi życiowo-administracyjnymi, przez myśl przebiegło mi coś jeszcze.
Cholera jasna, nic dziś nie napiszę!
Z pomocą przyszła do mnie strona, którą znałem od dawna, ale od dawna również na nią nie wchodziłem. Zen Pencils pełna jest komiksów z motywującymi, życiowymi cytatami. Nabierają one wtedy czegoś ... magicznego. I jeden z nich wpasował się w mój dzień idealnie. Sam cytat wisiał kiedyś tuż nad moim monitorem i poważnie się zastanawiam, czy nie powinien tam wrócić. Panie Bukowski, miałeś rację! Bo moknąć i gapiąc się na to, jak kolejne samochody rozjeżdżają pozostałości po moich przednich reflektorach, wpadł mi do głowy pomysł na scenę powieści.
Twoje zdrowie Charles!
Pięć tysięcy czterysta znaków.
Trzy strony, które popchną moją powieść do przodu.
Ożywią, rozbudują i wyniosą na wyżyny literatury zapewniając mi tym samym wieczną sławę i bogactwo.
Każdy ma jakieś plany związane z wolnym dniem. Nie trzeba wcześnie wstawać, można wypić kawę w szlafroku i zapalić papierosa we własnej kuchni. Potem zasiąść przed komputerem, otworzyć dawno nie ruszany plik i rozpocząć prace. Nic nie będzie nas rozpraszało, nic nie będzie nas denerwowało, a każde kolejne słowo będzie TYM słowem w TYM miejscu.
No cóż, plany są po to by je zmieniać lub by coś zmieniało je za nas. Przyłapałem się dziś na tym, że stojąc przy rozbitym samochodzie, gdzie deszcz filmowo leciał mi na głowę (serio, brakowało tylko zatroskanych wokół przechodniów, którzy owszem spoglądali na wszystko z zaciekawieniem, ale do zatroskanych było im daleko) zastanawiałem się nad kilkoma rzeczami. Po za tymi życiowo-administracyjnymi, przez myśl przebiegło mi coś jeszcze.
Cholera jasna, nic dziś nie napiszę!
Z pomocą przyszła do mnie strona, którą znałem od dawna, ale od dawna również na nią nie wchodziłem. Zen Pencils pełna jest komiksów z motywującymi, życiowymi cytatami. Nabierają one wtedy czegoś ... magicznego. I jeden z nich wpasował się w mój dzień idealnie. Sam cytat wisiał kiedyś tuż nad moim monitorem i poważnie się zastanawiam, czy nie powinien tam wrócić. Panie Bukowski, miałeś rację! Bo moknąć i gapiąc się na to, jak kolejne samochody rozjeżdżają pozostałości po moich przednich reflektorach, wpadł mi do głowy pomysł na scenę powieści.
Twoje zdrowie Charles!
fot. http://zenpencils.com/
wtorek, 29 października 2013
Październik miesiącem kryminału
Nie sądziłem, że kiedyś będę miał aż taką ilość intensywnych ćwiczeń i wykładów, w tak krótkim czasie.
Zaczęło się od miłej wiadomości, że mój tekst "Cena przyjemności" na tyle spodobał się jury Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu, że zaproszono mnie na warsztaty literackie.
Spędziłem tam prawie tydzień, podczas którego m.in.:
- poznałem bardzo dużo i bardzo miłych, inspirujących ludzi;
- ćwiczyłem warsztat pisarski pod okiem Mariusza Czubaja, a miałem i sposobność wysłuchać co do powiedzenia miał Marcin Świetlicki;
- uczestniczyłem we wszystkich wykładach i spotkaniach literackich w jakich mogłem i na ile pozwolił mi mój niemłody już organizm;
Następnie, niecałe dwa tygodnie później znalazłem się w Krakowie, gdzie w ramach Conrad Festival 2013 fundacja Znaczy Się, zorganizowała warsztaty literackie z Markiem Krajewskim (na które wstęp zapewnił mi kolejny tekst kryminalny - dla zainteresowanych, raptem drugi w mojej powoli rozwijającej się karierze).
Mógłbym przekopiować wszystkie punkty, które odnosiły się do MFK, bowiem Conrad Festival zapewnił mi równie intensywne przeżycia.
Podziękowania ślę do organizatorów obu festiwali - zrobiliście kawał dobrej roboty. Pełen profesjonalizm!
Co mogę dodać, planuje zakup tablicy i trzech mazaków (czarny, zielony, czerwony) oraz rozpoczęcie prac nad pełnowymiarową powieścią kryminalną. Trzymajcie kciuki wszyscy, którzy to czytacie!
P.S. A poniżej zdjęcie hotelowego dachu z Krakowa, który to oszczędzał mi drogi po schodach w górę i dół, gdy tylko naszła mnie ochota na papierosa.
Zaczęło się od miłej wiadomości, że mój tekst "Cena przyjemności" na tyle spodobał się jury Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu, że zaproszono mnie na warsztaty literackie.
Spędziłem tam prawie tydzień, podczas którego m.in.:
- poznałem bardzo dużo i bardzo miłych, inspirujących ludzi;
- ćwiczyłem warsztat pisarski pod okiem Mariusza Czubaja, a miałem i sposobność wysłuchać co do powiedzenia miał Marcin Świetlicki;
- uczestniczyłem we wszystkich wykładach i spotkaniach literackich w jakich mogłem i na ile pozwolił mi mój niemłody już organizm;
Następnie, niecałe dwa tygodnie później znalazłem się w Krakowie, gdzie w ramach Conrad Festival 2013 fundacja Znaczy Się, zorganizowała warsztaty literackie z Markiem Krajewskim (na które wstęp zapewnił mi kolejny tekst kryminalny - dla zainteresowanych, raptem drugi w mojej powoli rozwijającej się karierze).
Mógłbym przekopiować wszystkie punkty, które odnosiły się do MFK, bowiem Conrad Festival zapewnił mi równie intensywne przeżycia.
Podziękowania ślę do organizatorów obu festiwali - zrobiliście kawał dobrej roboty. Pełen profesjonalizm!
Co mogę dodać, planuje zakup tablicy i trzech mazaków (czarny, zielony, czerwony) oraz rozpoczęcie prac nad pełnowymiarową powieścią kryminalną. Trzymajcie kciuki wszyscy, którzy to czytacie!
P.S. A poniżej zdjęcie hotelowego dachu z Krakowa, który to oszczędzał mi drogi po schodach w górę i dół, gdy tylko naszła mnie ochota na papierosa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

