Dawno mnie tu nie było. Cóż, pisanie książki zajęło mi dużo czasu, ale warto było. "Krew" w sprzedaży od 8 listopada!
Życie w szpitalu psychiatrycznym płynie inaczej niż poza jego murami. Na własnej skórze przekonuje się o tym komisarz Gabriel Byś. Snujący się między niszczejącymi budynkami pacjenci obserwują każdą nową twarz. W Tworkach dochodzi do makabrycznego zdarzenia, którego nie da się racjonalnie wyjaśnić. Sprawy komplikują się, gdy na miejscu zbrodni zaczynają pojawiać się ludzie, wierzący w to, że wydarzył się cud. Ile z tego, co Gabriel widzi, jest prawdą, a ile to tylko wymysł jego otumanionej lekami głowy?
Kiedy zostaje popełniona kolejna zbrodnia, Gabriel czuje, że traci grunt pod nogami i popada w obłęd. Do czego będzie zdolny się posunąć, by poznać prawdę?
Książkę dostaniecie m.in. tutaj: Empik, a opinie o "Aorcie", czyli części pierwszej przeczytacie tutaj.
A swoją opinię o "Krwi" możecie zostawić na Lubimy Czytać!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą News. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą News. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 6 listopada 2017
poniedziałek, 21 lipca 2014
Trzeba mieć twardą ...
Zabierając się za pisanie, jakiekolwiek by ono nie było, warto
zaopatrzyć się w zestaw złożony z dwóch rzeczy: chłodnej obojętności
oraz twardej ... części łączącej uda z plecami. Dlaczego? Bo jeżeli
twoje prace będzie czytał ktoś inny niż mama (a ta zazwyczaj wypowie się
o nich tylko w superlatywach - przy okazji, dzięki mamo), należy przygotować się na krytykę. Konstruktywną lub nie. Nie słucha się tego najlepiej, choć można mówić, że to nas nie rusza.
Rusza każdego, mnie lub bardziej. W końcu ktoś obraża wasze dziecko, wynik ciężkiej pracy i wyrzeczeń. Dlatego warto zaopatrzyć się w te dwie wyżej wymienione rzeczy.
Konstruktywna krytyka jest nieoceniona i tego się trzymałem, gdy zaczynały napływać pierwsze recenzje zbioru "Ostatni dzień pary".
"Kompletnie nie pojmuję, co w zbiorku robią Dni naszej hańby Bartosza Szczygielskiego. Proszę mnie źle nie zrozumieć, opowiadanie pod względem warsztatowym i językowym jest jak najbardziej poprawne, jednakże opiera się na motywie, który w przeszłości ograny został już do bólu. Co gorsza, przegadaną, z lekka zalatującą patosem narrację serwuje nam zgorzkniały, skoncentrowany na sobie bohater, który nie ma ani jednej cechy, za którą można by go lubić. Lektura może i nie boli, ale jakiejś specjalnej radości też nie przynosi." (całość do przeczytania na stronie Fahrenheit)
Cóż, szczęśliwy nie byłem czytając powyższe słowa. Tłumaczyłem sobie, że przecież moje opowiadanie nie zostało dobrze zrozumiane i dlaczego i czemu i w ogóle jak śmiano. Tradycyjny mechanizm obronny. Okazało się, że chyba miałem trochę racji w swoim rozumowaniu.
"Co prawda najlepszy jest tekst, który zajął trzecie miejsce – Dni naszej hańby Bartosza Szczygielskiego, ale to tylko dowodzi, że poziom zwycięskich prac był dość wyrównany i o finalnym wyniku mogły decydować osobiste preferencje gatunkowe. W swoim tekście Szczygielski przedstawił świat po zagładzie. Mieszkańcy zmuszeni są tam udawać się do ruin cywilizacji celem uzyskania podstawowych produktów przydatnych w codziennym życiu. Nastrój opowiadania jest przytłaczający, ale całość czyta się dobrze. Można się w tekście doszukiwać pewnych podobieństw do Trzech stygmatów Palmera Eldritcha, ale możliwe, że nie było to zamierzone przez autora." (całość do przeczytania na stronie Na skrzydłach książek)
"„Dni naszej hańby” Bartosza Szczygielskiego to moim zdaniem najlepsze opowiadanie w całym zbiorze." (całość do przeczytania na stronie Leniwiec literacki)
"Dni naszej hańby Bartosza Szczygielskiego, to nic innego jak odwzorowanie świata dzisiejszego. Obraz niewolnictwa, kastowości społeczeństwa doskonale obrazuje sztuczną równość czasów obecnych i banalność (a zarazem tragiczność) naszych dążeń." (całość do przeczytania na stronie Literacka Kanciapa)
Czy taki pozytywny obiór mojego opowiadania mnie ucieszył? Jasne, że tak. Tak samo jak negatywna opinia sprawiła, że poczułem się jak rozjechany jeż.
Nauczyło mnie to jednego - do recenzji podchodzić należy z rozwagą, której jako autor nie posiadam.
Jeszcze nie posiadam.
Ale się uczę.
Powoli.
Rusza każdego, mnie lub bardziej. W końcu ktoś obraża wasze dziecko, wynik ciężkiej pracy i wyrzeczeń. Dlatego warto zaopatrzyć się w te dwie wyżej wymienione rzeczy.
Konstruktywna krytyka jest nieoceniona i tego się trzymałem, gdy zaczynały napływać pierwsze recenzje zbioru "Ostatni dzień pary".
"Kompletnie nie pojmuję, co w zbiorku robią Dni naszej hańby Bartosza Szczygielskiego. Proszę mnie źle nie zrozumieć, opowiadanie pod względem warsztatowym i językowym jest jak najbardziej poprawne, jednakże opiera się na motywie, który w przeszłości ograny został już do bólu. Co gorsza, przegadaną, z lekka zalatującą patosem narrację serwuje nam zgorzkniały, skoncentrowany na sobie bohater, który nie ma ani jednej cechy, za którą można by go lubić. Lektura może i nie boli, ale jakiejś specjalnej radości też nie przynosi." (całość do przeczytania na stronie Fahrenheit)
Cóż, szczęśliwy nie byłem czytając powyższe słowa. Tłumaczyłem sobie, że przecież moje opowiadanie nie zostało dobrze zrozumiane i dlaczego i czemu i w ogóle jak śmiano. Tradycyjny mechanizm obronny. Okazało się, że chyba miałem trochę racji w swoim rozumowaniu.
"Co prawda najlepszy jest tekst, który zajął trzecie miejsce – Dni naszej hańby Bartosza Szczygielskiego, ale to tylko dowodzi, że poziom zwycięskich prac był dość wyrównany i o finalnym wyniku mogły decydować osobiste preferencje gatunkowe. W swoim tekście Szczygielski przedstawił świat po zagładzie. Mieszkańcy zmuszeni są tam udawać się do ruin cywilizacji celem uzyskania podstawowych produktów przydatnych w codziennym życiu. Nastrój opowiadania jest przytłaczający, ale całość czyta się dobrze. Można się w tekście doszukiwać pewnych podobieństw do Trzech stygmatów Palmera Eldritcha, ale możliwe, że nie było to zamierzone przez autora." (całość do przeczytania na stronie Na skrzydłach książek)
"„Dni naszej hańby” Bartosza Szczygielskiego to moim zdaniem najlepsze opowiadanie w całym zbiorze." (całość do przeczytania na stronie Leniwiec literacki)
"Dni naszej hańby Bartosza Szczygielskiego, to nic innego jak odwzorowanie świata dzisiejszego. Obraz niewolnictwa, kastowości społeczeństwa doskonale obrazuje sztuczną równość czasów obecnych i banalność (a zarazem tragiczność) naszych dążeń." (całość do przeczytania na stronie Literacka Kanciapa)
Czy taki pozytywny obiór mojego opowiadania mnie ucieszył? Jasne, że tak. Tak samo jak negatywna opinia sprawiła, że poczułem się jak rozjechany jeż.
Nauczyło mnie to jednego - do recenzji podchodzić należy z rozwagą, której jako autor nie posiadam.
Jeszcze nie posiadam.
Ale się uczę.
Powoli.
piątek, 6 czerwca 2014
There's nothing to tell
Tymi słowami rozpoczął się jeden z najlepszych seriali jakie miałem przyjemność oglądać. I dopiero wczoraj to do mnie dotarło, nie bez pomocy pewnej osoby. Bo czy może być coś równie zachęcającego do zrobienia, niż rzecz zakazana? Zakaz wstępu, nie wchodzić, nie fotografować.
Nie ma o czym opowiadać.
Zapowiedź czegoś wyjątkowego, zwiastun nadchodzącej doskonałości.
Co u mnie? There's nothing to tell.
Nie ma o czym opowiadać.
Zapowiedź czegoś wyjątkowego, zwiastun nadchodzącej doskonałości.
Co u mnie? There's nothing to tell.
wtorek, 6 maja 2014
Międzynarodowy Festiwal Kryminału part 2
Jako że nie miało okazji jeszcze się pochwalić, czynię to teraz. Ogłoszono listę osób, które dostały się na warsztaty pisarskie organizowane w ramach MKF (patrz tytuł). Tak się złożyło, że pojawię się na nich i to po raz drugi w swojej "karierze". Wynik wyjątkowo przyzwoity zważywszy na to, że do tej pory napisałem dwa opowiadania kryminalne i oba zaprowadziły mnie do Wrocławia.
Wynik tutaj. Tak, moje opowiadanie jako jedyne wyróżnia się inaczej sformatowanym tytułem :)
Kryminał zaintrygował mnie dopiero ostatnio, wcześniej pisałem głównie rzeczy, które można było sklasyfikować jako fantastykę/horror. I tutaj również miła ciekawostka, opowiadanie z Krakonu pojawi się w wersji e-booka pod koniec maja. Ale o tym będę pewnie jeszcze pisał (o ile ktokolwiek to czyta, wiem że moja mama by to robiła, ale nie korzysta z internetu - ubolewam nad tym, wszak liczba czytelników 1 to zawsze więcej niż 0).
P.S. Inne projekty być może również się pojawią
Wynik tutaj. Tak, moje opowiadanie jako jedyne wyróżnia się inaczej sformatowanym tytułem :)
Kryminał zaintrygował mnie dopiero ostatnio, wcześniej pisałem głównie rzeczy, które można było sklasyfikować jako fantastykę/horror. I tutaj również miła ciekawostka, opowiadanie z Krakonu pojawi się w wersji e-booka pod koniec maja. Ale o tym będę pewnie jeszcze pisał (o ile ktokolwiek to czyta, wiem że moja mama by to robiła, ale nie korzysta z internetu - ubolewam nad tym, wszak liczba czytelników 1 to zawsze więcej niż 0).
P.S. Inne projekty być może również się pojawią
poniedziałek, 17 marca 2014
Powoli do tyłu
Spotkałem się ostatnio z opinią, że napisanie książki jest łatwe. W końcu siedzisz tylko na dupie w ciepełku i stukasz w klawisze (ewentualnie marnujesz tusz w długopisie). Na tle ostatnich wypowiedzi sławnych i tych mniej sławnych pisarzy o tym, ile to się na tym nie zarabia, takie siedzenie wydaje się hobby nieinwazyjnym. Raczej trudno złamać sobie kość udową, nawet wtedy, gdy zaśnie się nad biurkiem.
Co innego z duchem, który łamie się nieustannie i z każdym kolejnym kryzysem, coraz trudniej mu się poskładać. Mimo tego, warto. Bo gdy kończysz jakiś fragment, którego nikt inny nawet nie zauważy przy czytaniu całości, na krótką chwilę wszystko inne przestaje się liczyć.
To co znajduje się poniżej, to fragment powieści. Wycinek z czegoś, co zabierze mi w najbliższej przyszłości długie godziny.
Obym tylko po skończeniu dał się poskładać.
"Gdyby ustępował głupszym, przez całe życie chodziłby zgięty w pół kłaniając się ich niskiemu IQ. Świat wypełniony był idiotami przekonanymi o swojej wyższości, a ustępowanie każdemu z nich nie miało sensu. Ojciec nauczył go jak radzić sobie z tego typu ludźmi. Na sąsiada z mieszkania piętro niżej również znalazł sposób. Mniej inwazyjny niż na Jacka, tłuściocha który dokuczał mu w podstawówce. Wtedy odpowiednia dawka sorbitolu skutecznie unieruchomiła dupka na sedesie. To niesamowite co można zrobić z jabłek."
Co innego z duchem, który łamie się nieustannie i z każdym kolejnym kryzysem, coraz trudniej mu się poskładać. Mimo tego, warto. Bo gdy kończysz jakiś fragment, którego nikt inny nawet nie zauważy przy czytaniu całości, na krótką chwilę wszystko inne przestaje się liczyć.
To co znajduje się poniżej, to fragment powieści. Wycinek z czegoś, co zabierze mi w najbliższej przyszłości długie godziny.
Obym tylko po skończeniu dał się poskładać.
"Gdyby ustępował głupszym, przez całe życie chodziłby zgięty w pół kłaniając się ich niskiemu IQ. Świat wypełniony był idiotami przekonanymi o swojej wyższości, a ustępowanie każdemu z nich nie miało sensu. Ojciec nauczył go jak radzić sobie z tego typu ludźmi. Na sąsiada z mieszkania piętro niżej również znalazł sposób. Mniej inwazyjny niż na Jacka, tłuściocha który dokuczał mu w podstawówce. Wtedy odpowiednia dawka sorbitolu skutecznie unieruchomiła dupka na sedesie. To niesamowite co można zrobić z jabłek."
piątek, 10 stycznia 2014
Motywacja to kawał ....
"Writing a book is like telling a joke and having to wait 2 years to know whether or not it was funny." Alain de Botton
Czyli, pisanie powieści, to jak opowiedzenie dowcipu i czekanie przez dwa lata na informację, czy okazał się on śmieszny. To oczywiście "wolne" tłumaczenie powyższego cytatu, jednak oddaje ono w pełni to, co obecnie czuję. Tak, zacząłem pisać powieść. Co udało mi się zrobić do tej pory?
- ponumerowałem strony
- mam dużo pomysłów, jedne spisane w notatniku, inne w odpowiednim pliku tekstowym, a jeszcze inne kołaczą mi się po głowie i łączą się w pary z innymi, powoli tworząc sensowną całość
- napisałem wstęp, trzy strony, które sprawiły, że widzę sens w dokończeniu całości (to cholernie dobre trzy strony)
I tyle.
Teraz przede mną ogrom pracy, zbieranie materiałów, jeżdżenie po różnych miejscach i rozmowy z ludźmi, którzy nie będą chcieli powiedzieć mi wszystkiego co wiedzą. Czyli żmudna praca, która nie wiadomo czy zostanie kiedykolwiek nagrodzona.
Warto więc tracić czas?
Jeżeli choć trochę czujecie w sobie "wewnętrznego pisarza", znacie już odpowiedź.
P.S. Uaktualniłem zakładkę "Artykuły", miłego czytania.
wtorek, 29 października 2013
Październik miesiącem kryminału
Nie sądziłem, że kiedyś będę miał aż taką ilość intensywnych ćwiczeń i wykładów, w tak krótkim czasie.
Zaczęło się od miłej wiadomości, że mój tekst "Cena przyjemności" na tyle spodobał się jury Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu, że zaproszono mnie na warsztaty literackie.
Spędziłem tam prawie tydzień, podczas którego m.in.:
- poznałem bardzo dużo i bardzo miłych, inspirujących ludzi;
- ćwiczyłem warsztat pisarski pod okiem Mariusza Czubaja, a miałem i sposobność wysłuchać co do powiedzenia miał Marcin Świetlicki;
- uczestniczyłem we wszystkich wykładach i spotkaniach literackich w jakich mogłem i na ile pozwolił mi mój niemłody już organizm;
Następnie, niecałe dwa tygodnie później znalazłem się w Krakowie, gdzie w ramach Conrad Festival 2013 fundacja Znaczy Się, zorganizowała warsztaty literackie z Markiem Krajewskim (na które wstęp zapewnił mi kolejny tekst kryminalny - dla zainteresowanych, raptem drugi w mojej powoli rozwijającej się karierze).
Mógłbym przekopiować wszystkie punkty, które odnosiły się do MFK, bowiem Conrad Festival zapewnił mi równie intensywne przeżycia.
Podziękowania ślę do organizatorów obu festiwali - zrobiliście kawał dobrej roboty. Pełen profesjonalizm!
Co mogę dodać, planuje zakup tablicy i trzech mazaków (czarny, zielony, czerwony) oraz rozpoczęcie prac nad pełnowymiarową powieścią kryminalną. Trzymajcie kciuki wszyscy, którzy to czytacie!
P.S. A poniżej zdjęcie hotelowego dachu z Krakowa, który to oszczędzał mi drogi po schodach w górę i dół, gdy tylko naszła mnie ochota na papierosa.
Zaczęło się od miłej wiadomości, że mój tekst "Cena przyjemności" na tyle spodobał się jury Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu, że zaproszono mnie na warsztaty literackie.
Spędziłem tam prawie tydzień, podczas którego m.in.:
- poznałem bardzo dużo i bardzo miłych, inspirujących ludzi;
- ćwiczyłem warsztat pisarski pod okiem Mariusza Czubaja, a miałem i sposobność wysłuchać co do powiedzenia miał Marcin Świetlicki;
- uczestniczyłem we wszystkich wykładach i spotkaniach literackich w jakich mogłem i na ile pozwolił mi mój niemłody już organizm;
Następnie, niecałe dwa tygodnie później znalazłem się w Krakowie, gdzie w ramach Conrad Festival 2013 fundacja Znaczy Się, zorganizowała warsztaty literackie z Markiem Krajewskim (na które wstęp zapewnił mi kolejny tekst kryminalny - dla zainteresowanych, raptem drugi w mojej powoli rozwijającej się karierze).
Mógłbym przekopiować wszystkie punkty, które odnosiły się do MFK, bowiem Conrad Festival zapewnił mi równie intensywne przeżycia.
Podziękowania ślę do organizatorów obu festiwali - zrobiliście kawał dobrej roboty. Pełen profesjonalizm!
Co mogę dodać, planuje zakup tablicy i trzech mazaków (czarny, zielony, czerwony) oraz rozpoczęcie prac nad pełnowymiarową powieścią kryminalną. Trzymajcie kciuki wszyscy, którzy to czytacie!
P.S. A poniżej zdjęcie hotelowego dachu z Krakowa, który to oszczędzał mi drogi po schodach w górę i dół, gdy tylko naszła mnie ochota na papierosa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


